wtorek, 19 września 2017

▓ #4 Krypolka nieawangardowa

Znalazło się trochę więcej czasu, dlatego postanowiłem przyjrzeć się kolejnemu tekstowi. Dla równowagi wypadało wybrać jeszcze jeden artykuł lewicowy, no i motywowany tym pragnieniem harmonii we wszechświecie trafiłem, o zgrozo, na stronę „Krytyki Politycznej”, na której rzucił mi się w oczy pamflet na Węgry, wyjątkowo paskudny i ociekający hipokryzją. W tekście tym, przetłumaczonym na język polski, autor lamentuje nad losem zgettoizowanych i zepchniętych w objęcia narkotyków Romów w „najbardziej nieegalitarnym” kraju w Europie. Bo jak wiadomo, w krajach Europy Zachodniej gett nie ma, a współpraca między większością i mniejszościami — często większościami na danym terenie w zasadzie — kwitnie. Początek dawał nadzieję, że w oczach urzeczonych tego typu myśleniem tekst zostanie skompromitowany przez językowe braki, ale nie, ten przecinek przed „czy” (które wprowadza tutaj część równorzędną) w tytule to wyjątek.

piątek, 1 września 2017

▓ #3 Nieporozumienia sierpniowe

To chyba jakieś wzmożenie grafomańskie, bo właśnie tworzę drugi post w przeciągu paru dni. Mało tego, mam ambitne plany wcielania w życie tego typu szaleństw w każdym tygodniu. Tym razem coś z lewej strony. Gdzieś na marginesie społecznej świadomości funkcjonują przecież złośliwe określenia „prawicowa ortografia” albo „prawicowa interpunkcja”, sugerujące, że ci z lewej strony piszą poprawnie, a w każdym razie — lepiej od oszołomów z Ciemnogrodu. Pomyślałem więc, wymęczony ciężkim dniem, że tekst jakiegoś lewicowego autora nie będzie wymagał wielkiej gimnastyki z mojej strony. Efekty mojego hurraoptymistycznego podejścia można znaleźć poniżej.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

▓ #2 Od obrońcy języka polskiego do obrońców życia

Wiem, nikt mnie nie usłyszy, nikt nie przeczyta, no ale jestem. Raptem 1,5 miesiąca mnie nie było — z taką częstotliwością wpisów wróżę im i blogowi świetlaną przyszłość. A przecież pisarczykowie, tzn. pardon, chciałem powiedzieć dumni publicyści, nie próżnowali przez ten czas i wydalali kolejne niewiele się od siebie różniące dyrdymały. Przyszedł wreszcie czas, żebym i ja coś od siebie wydalił. Akurat dobrze się składa. Jako samozwańczy obrońca języka polskiego wezmę i sprawdzę „artykuł” wysmażony przez jednego z dzielnych obrońców życia. Jak wiadomo, obrońcy życia to najczęściej również wielcy obrońcy cywilizacji łacińskiej, a na rodzimym podwórku — również Polski, a co za tym idzie, pewnie także języka polskiego. Nie muszę chyba dodawać, że wnioski te zawczasu napełniły mnie wielkimi nadziejami odnośnie do poziomu językowego sprawdzanego tekstu.