czwartek, 9 marca 2017

Stiekłow — Koestler

Po dłuższej przerwie wracam, nie tylko dlatego, że chciałbym reanimować bloga – tradycyjnie już opuszczonego przeze mnie w najmniej spodziewanym momencie — lecz także zmotywowany jednym fragmentem z „Mojego wieku” Aleksandra Wata, w którym relacjonuje on krótko swoją rozmowę z Jurijem Stiekłowem, komunistycznym działaczem, historykiem i publicystą, a także redaktorem gazety „Izwiestija”, aresztowanym podczas wielkiej czystki lat 30. w ZSRR, zmarłym zaś kilka lat później w szpitalu w Saratowie, tuż po ewakuacji Łubianki po ataku Niemiec na państwo Stalina. To właśnie Stiekłow znajduje się na znaczku pocztowym obok — jest to jedyny wizerunek tej postaci, który znalazłem w internecie, aczkolwiek nie szukałem zbyt intensywnie, więc coś mogło mi umknąć, szczególnie w rosyjskiej części internetu. Wat spotkał go w ostatnich dniach jego życia i rozmowa z nim utkwiła mu bardzo w pamięci — obaj mieli wysoką gorączkę, ale ta, jak wspomina pisarz, nie zaciemniła ich umysłów i nie zamieniła dialogu w bełkot, był bardzo przytomny i klarowny, prawdziwy. Mówili, rzecz jasna, o tym, co się działo, o polityce, o komunizmie. Wat zadał wtedy swojemu rozmówcy jedno pytanie:

niedziela, 12 lutego 2017

Kobiety „Ziemiomorza”. „Najdalszy brzeg” – kobiety nieobecne

Trzecia część cyklu, „Najdalszy brzeg”, tak jak dwie poprzednie może być uznana za powieść formacyjną, opowiada bowiem o dojrzewaniu jednego z bohaterów, w tym wypadku Arrena, z którego perspektywy śledzimy rozwój wypadków. Nie powie nam ona jednak wiele o kobietach w Ziemiomorzu, a już z całą pewnością ich losy nie dadzą się ująć w formie zagadnienia, ponieważ wątki kobiece są w niej nieobecne, i to nawet w takiej skromnej dawce, jaką oferował „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, nie wspominając o pozostałych powieściach. Dzieje się tak i dlatego, że w tym utworze dwóch głównych bohaterów to mężczyźni, a raczej chłopiec i mężczyzna (Arren i Ged, których relację moglibyśmy w jakimś stopniu porównać do relacji nauczyciela i ucznia, może trochę ojca i syna), lecz także dlatego, że tłem dla ich perypetii, a zarazem powodem podróży, są uniwersalia, mianowicie temat równowagi w świecie, tutaj zaburzonej przez złego, chciwego i pysznego maga, Coba, który nie chciał się pogodzić z prawem życia i śmierci. Kobiety pojawiają się w „Najdalszym brzegu” w tle, pełniąc te same funkcje, co spotykani przez podróżujących, mężczyźni – są elementem budującym społeczności rozsiane po Archipelagu, czymś w rodzaju ornamentu służącego pogłębianiu przedstawianego świata, oczywiście w tradycyjnej dla Le Guin (przynajmniej w tym cyklu) poetyce parabolicznego minimalizmu. Twórczyni „Czarnoksiężnika z Archipelagu” raczej szczędziła swoim książkom walorów kreacyjnych. Opisywany świat jest jakby za mgłą, ledwo zarysowany, także w „Najdalszym brzegu”, który przecież osadzony jest na motywie podróży. Pewne sytuacje, zdarzenia i miejsca nie służą opowiadaniu jakiejś makrohistorii, historii zewnętrznej, jak w fantastyce epickiej, tolkienowskiej, ale wewnętrznej historii Arrena, który uczy się na błędach i dojrzewa. W jakimś stopniu jest to też powieść o Gedzie, tutaj już znacznie dojrzalszym niż w dwóch wcześniejszych powieściach, co również ma swoje znacznie.

niedziela, 5 lutego 2017

„Mój wiek” i wyczerpanie formuły na starcie

Jeszcze parę chwil temu towarzyszyło mi jakże brawurowe przekonanie o tym, że będę tutaj regularnie, raz na tydzień, prawdopodobnie w niedzielę, umieszczać wybór tych cytatów, które w ostatnich dniach zwróciły moją uwagę, na dodatek bez dodawania komentarza. Ostatni tydzień upłynął mi pod znakiem „Mojego wieku” Aleksandra Wata, tj. książki składającej się z nagrań rozmów prowadzonych między Czesławem Miłoszem a autorem „Bezrobotnego Lucyfera” w Ameryce. Zacząłem wklepywać pierwszy długi fragment, wklepałem i coś mi się nie spodobało. Tak, jakkolwiek intencje mam czyste, bo istotnie gdy tylko zobaczę coś ciekawego, interesującego, wartościowego czy odkrywczego w słowie pisanym, to chcę się tym podzielić z innymi, uznałem jednak, że takie ustawianie się za ścianą cytatów rzetelne w żadnym razie nie jest. I to mimo że będę umieszczać na blogu również teksty swojego autorstwa. Przez wpisy składające się z samych przytoczeń raczej odczuwałbym tylko nieustanny dyskomfort, że zachowuję się nie tak, jak należy. Uznałem, że umieszczać będę jeden dłuższy, może parę krótszych, starając się przy tym o jakiś komentarz. Sprawa niełatwa, i nie o tenże komentarz chodzi, ale o selekcję, bo np. „Mój wiek” to kopalnia rzeczy interesujących, refleksji, ciekawostek. Dla niezorientowanych — panowie rozmawiają o czasach międzywojennych, pierwsze skrzypce gra ten starszy, Wat. Jego wypowiedzi, chociaż nie wolne od anegdot, uwydatniają zmysł analityczny autora i refleksyjność. Głównym wątkiem jest komunizm, który na przełomie lat 20. i 30. XX w. pochwycił swoimi mackami rozmówcę Miłosza, też przecież przechodzącego „czerwony” epizod w swoim życiu. Na rysunku autorstwa Jana Lebensteina karykatura Wata.