wtorek, 8 maja 2018

❖ Acedia

Wygląda na to, że pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da. Niby to wiem, ale momentami zapominam i wydaje mi się, że jednak będzie inaczej. No nie będzie. Nigdy. Trzeba będzie przejść obok życia. Niby nic w tym strasznego, ale czasami żal. Tak zupełnie na marginesie tego, ale jako zjawisko symptomatyczne, sytuuje się mój brak motywacji do pisania na tym śmiesznym blogasku. Miniony tydzień był „radosnym” czasem marnotrawstwa, czczych rozrywek, w tym zostałem postawiony przed perspektywą poprawiania ton tekstów i już nie chce mi się gimnastykować nad tym jeszcze tutaj. Zastanawia mnie, jak prędko czas płynie, gdy już wpadnie się w acedię, gdy na moment się coś zaniedba, czy to pisanie, czy to czytanie, czy zdobywanie wiedzy. Miesiąc mija wówczas błyskawicznie. Później przychodzi naiwny zryw, jakże krótkotrwały. I tak bez końca.

czwartek, 26 kwietnia 2018

#10 Brzydkie cudzysłowy, jeszcze brzydsze kropki

Już się bałem, że to jakiś błąd. Te polubienia, znaczy się. Że system się popsuł, czy też internety, że błąd Matrixa, ale chyba nie, chyba to jednak nie fejk, tylko ktoś rzeczywiście polubił moją stronę, napełniając mnie po uszy wzruszeniem. Miałem parę dni przerwy, a więc oczywiście obietnicy — złożonej chyba samemu sobie — nie spełniłem, ale wracam. Byłem gotów sprawdzić dzisiaj coś bardziej ryzykownego, no i rzeczywiście, jak tylko przystąpiłem do sprawdzania, zaraz zacząłem żałować tej gotowości. Artykulik o Czartoryskich ze Złonetu. Znalazłem w tym tekście ponad 30 błędów. Niektóre się powtarzają i są typowymi błędami dla internetowej pisaniny (cudzysłowy), inne jednak rażą. Pismaki nie powinny ich popełniać.

czwartek, 19 kwietnia 2018

#9 Trochę bzdur

Było ostatnio o znanym portalu filmowym, więc dzisiaj jakiś tekścik wysmażony przez tamtejszych, hue hue, krytyków filmowych. Normalnie nie czytam, żeby nie dostać raka oczu, ale postanowiłem zrobić wyjątek i połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie no, żartuję, w czytaniu tych bredni nie ma niczego przyjemnego, chyba że ktoś lubi, gdy jest i straszno, i śmieszno. No dobra, dość tej przydługiej introdukcji. Będzie tekst o filmach dekonspirujących wraży patriarchat, dokonujących dekonstrukcji mitów i — uwaga, uwaga — buntowniczych, kontestujących, bo bunt to wartość sama w sobie, pamiętajcie, misie ptysie. Dopiero gdy się buntujecie, w pełni manifestuje się wasze człowieczeństwo. I wrażliwość. I w ogóle wszystko, co dobre. Poniżej tylko fragmenty, gdzie coś znalazłem.