niedziela, 16 kwietnia 2017

☣ Miniatura apokaliptyczna

Moje miasto, takie piękne, jak Phenian, tyle że z supermarketami zamiast monumentalnych obelisków i pomarańczowym niebem, zwiastującym bliski koniec świata. Jeszcze trzy dni wcześniej tętniące życiem, tak jak zwykły tętnić życiem małe sanatoria Polski B, a tego dnia już zupełnie opustoszałe. Wszystko potoczyło się zgodnie z przewidywaniami najpopularniejszego w kraju przewodnika dla survivalowców. Najpierw śledziliśmy apokalipsę w Internecie i wklejaliśmy memy, a kiedy rakiety skierowano w naszą stronę, zaczęły wyć przeraźliwie syreny i wszyscy uciekli do okolicznych lasów. Nieliczni, którzy mieli bliskich za granicą, wyjechali do Amsterdamu i Newcastle, Londyn już bowiem wyleciał w powietrze, została po nim tylko wielka dziura i stary dźwig w Southwark. Teraz przyszła kolej na moje piękne miasto, a wszystko przez fabrykę cennej porcelany nieopodal, na której państwo i sąsiedzi spod trójki zbudowali swój dobrobyt.

sobota, 15 kwietnia 2017

☣ Miniatura wielkosobotnia

O wielkosobotniej misji bojowej powiadomiono mnie dzień wcześniej. Właściwie to nie trzeba było mnie powiadamiać, chodzenie z koszykiem ze mną w roli celebransa wpisane było w kosmiczny ład rodzinnych, wielkanocnych spędów. Z wszystkich tradycji i rytuałów okołokościelnych ten sytuuje się zaraz po ślubie wśród tych najbardziej stresogennych i mrożących krew w żyłach, o ile spełniony zostanie jeden warunek. A o tym, że warunek ten najprawdopodobniej zostanie spełniony, wiedziałem już dzień wcześniej, gdy tylko sprawdziłem prognozę pogody. Wiatr miał zrzucać ludziom czapki z głów i giąć co lichsze gałązki drzew. Za mało, żeby ogłosić któryś tam stopień zagrożenia katastrofą naturalną, za mało, żeby ostrzec ludzi, a tym samym dać mi pretekst do odmowy podjęcia się misji bojowej, ale wystarczająco wiele, abym w tych szczególnych okolicznościach stoczył heroiczną walkę z ozdobną serwetką przykrywającą koszyk. Oczywiście na oczach wszystkich, z reguły lepiej radzących sobie z delikatną materią święconek. Nie spałem w noc poprzedzającą Wielką Sobotę, stresowałem się mniej więcej tak, jak przed egzaminem na prawo jazdy.

piątek, 31 marca 2017

❖ Kobiety „Ziemiomorza”. „Tehanu” — kobiecość odkrywana

Wracam do Ziemiomorza po dłuższej przerwie. Pisanie o „Tehanu” w kontekście wątku kobiecego nie powinno sprawiać trudności, w końcu to właśnie ta część — część, w której tematy odnoszące się do miejsca jednej i drugiej płci w świecie przedstawionym wybrzmiały najmocniej, czego odzwierciedleniem jest już nawet prosta statystyka wyrazów „kobieta” i „mężczyzna” (i ich form zależnych), wspominana w pierwszym poście poświęconym cyklowi Le Guin. Myśl towarzysząca temu zagadnieniu nie jest jednak łatwo uchwytna, z całą pewnością nie jest też jednorodna. Na pewno na wyrost byłoby nazywanie tej części prozą o charakterze publicystycznym, chociaż niektóre fragmenty uderzają łopatologiczną retoryką, przez co sam skłonny byłem ją tak określać. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje jednak to, że w „Tehanu” to właśnie relacja obu płci, nie tylko do siebie, ale i do świata, a nawet nie tylko relacja, wręcz ich istota, jest najbardziej eksponowanym tematem.