wtorek, 14 października 2014

❏ Pasja rewolucjonisty


Słyszymy „Lenin”, myślimy „Rosja”. Z przybranym nazwiskiem przywódcy bolszewików łączy się jedno z najbardziej doniosłych i brzemiennych w skutki wydarzeń XX w., czyli rewolucja październikowa z 1917 roku. To w carskiej Rosji, podczas I wojny światowej, doszło do zwycięstwa idei socjalistycznych — z jakim skutkiem to inna sprawa — i to stamtąd w kolejnych dziesięcioleciach płynęło przede wszystkim zagrożenie komunizmem. W historię Rosji czerwona ideologia wpisała się więc na dobre, z tym krajem też ją łączymy. Lenina oczywiście umieszczamy swobodnie w jej ramach — z Matuszką Rosiją zrośnięty jest na stałe w świadomości wielu ludzi.

Sołżenicyn zarówno na rewolucję październikową, jak i na postać Włodzimierza Iljicza Lenina patrzył nieco inaczej. Nie widział w nich bowiem krwi z krwi i kość z kości ziemi rosyjskiej, ale element obcy, zaaplikowany Rosjanom niczym śmiercionośny wirus z zewnątrz. Istotnie, źródeł idei komunistycznych należałoby szukać w Europie Zachodniej, kotłowało się w niej bowiem już w XIX w., a i przed samą rewolucją październikową fermentowało w wielu miejscach, Lenin pozostawił zaś liczne dowody swojego internacjonalizmu i braku jakiegokolwiek przywiązania do Rosji. Ot, „ćwiarteczką krwi, ale ani charakterem, ani wolą, ani skłonnościami, w najmniejszym stopniu nie czuł się związany z tym rozmemłanym, rozmazanym, wiecznie pijanym krajem”.

Rewolucja październikowa nie zaczęła się z dnia na dzień, a siły, które ją zainicjowały niekoniecznie znajdowały się w Rosji. Wielu rewolucjonistów rosyjskich po wydarzeniach z 1905 roku udało się na przymusową emigrację bądź zwyczajnie uciekło przed represjami. Wśród nich był także Lenin. Banici ci krążyli po Europie i zajmowali się zawodowo rewolucją, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Pisanie agitacyjnych broszur, płomienna publicystyka i rozprawianie się przy jej pomocy z politycznymi przeciwnikami, kawiarniane rozmowy, przemowy na wiecach i zjazdy — wszystko to wypełniało ich życie. Z całą pewnością wypełniało życie Lenina, no, może poza kawiarnianymi rozmowami, do których wódz bolszewików nie miał serca, uznawał je bowiem za stratę czasu i sił.

„Lenin w Zurychu” to wyimek z emigracyjnego życia Lenina — ostatnie lata przed wybuchem rewolucji październikowej, spędzone w Szwajcarii, którą oczywiście starał się również podpalić. I chociaż o działalności przedrewolucyjnej Włodzimierza Iljicza wiemy niewiele, to jednak historia pokazuje, że do podpalenia alpejskiego kraju nie doszło. Dlaczego? O tym dowiemy się między innymi z książki Sołżenicyna, dość powiedzieć, że maksymalizmu Lenina nie dało się pogodzić z miękkim socjalizmem Szwajcarów, którzy byli tyle socjalistami, ile narodowcami. Wódz bolszewików nie dbał o interesy narodowe, chciał rewolucji, a do jej wybuchu potrzebne było zarówno wciągnięcie Szwajcarii w międzynarodowy konflikt (rzecz nie do pomyślenia dla większości Helwetów, przywiązanych do neutralności), jak i wybuch wojny domowej w Rosji. Ta druga idea, mniej lub bardziej dyskretnie popierana przez Niemców — także finansowo — była w zasadzie równa zdradzie ojczyzny. Lenin nie uznawał jednak takiej wartości jak ojczyzna.

Powieść Sołżenicyna daleka jest od precyzji historycznej, prawdę mówiąc, w ogóle nie wydaje się aspirować do czegoś, co moglibyśmy określić kroniką. Autor skupił się w niej na postaci Lenina i to psychologia tej postaci gra w tym utworze pierwsze skrzypce. Wydaje się, że przez zrozumienie Lenina Sołżenicyn chciał zrozumieć rewolucję, a przynajmniej jej źródła. Dużą część utworu zajmują rozważania protagonisty i jego rozmowy, natomiast komentarze narratora trzymają się konsekwentnie perspektywy wodza bolszewików, dzięki czemu książka nie ma w sobie nic z taniej publicystyki. Nie jest też tak naiwna miejscami jak znany w Polsce „Lenin” Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego — dzieło bez wątpienia o licznych walorach, ale w niektórych fragmentach dokonujące daleko idących hiperbolizacji w charakterystyce głównego bohatera. Są jednak punkty styczne. W jednej i drugiej powieści Lenin żyje ideą rewolucji. Jest z nią związany wręcz organicznie, co z większym wyczuciem oddał rosyjski pisarz. Lenin karmi się rewolucją, pozwala mu ona żyć, ale jednocześnie trawi go i niszczy, stąd jego rosnące problemy zdrowotne. Więcej nieporadności można znaleźć natomiast w opisywaniu wątków osobistych. Są trzeciorzędne czy wręcz czwartorzędne, być może stosownie do rzeczywistego miejsca, które zajmowały w życiu wodza bolszewików. Wprawdzie nieraz spostrzeżemy, że autor chciał im nadać większe znaczenie, ale są to zaledwie sygnały. W książce Sołżenicyna nie znajdziemy konfliktu interesów: rodzinnego i zawodowego. Konflikt występuje tylko w ramach tego drugiego, a potyczki z rewolucjonistami są bardziej zajmujące aniżeli rozłąka z Inessą.

Sołżenicyn miał dużą wiedzę na temat rewolucji październikowej, losów emigracji rosyjskiej i oczywiście tego wszystkiego, co działo się już po 1917 roku. Ta wiedza znajduje odbicie w treści książki. Przez jej karty wspomina się wiele historycznych postaci. Niektóre nazwiska usłyszymy być może po raz pierwszy i to mimo kluczowej roli, jaką noszący je działacze odegrali przed rewolucją i w jej trakcie (przykładem może być Izrael Łazariewicz Helphand, ps. Parvus), o innych być może słyszeliśmy, ale nic ponadto zapewne nie wiemy (Karol Radek, Willi Münzenberg, Robert Grimm) — przykładów znalazłoby się w tej książce znacznie więcej. Samej charakterystyce Lenina możemy, z zachowaniem oczywiście pewnego stopnia nieufności, zawierzyć. Sołżenicyn miał w swoich rękach teksty pisane przez Włodzimierza Iljicza i wyciągnąć z nich potrzebną mu esencję. „Lenin w Zurychu” to książka solidna, o ile nie szukamy w niej standardowej, wartkiej fabuły z tłem historycznym. Tutaj zmagania dotyczą bardziej planu psychicznego (mają naturę introspektywną), ewentualnie ograniczają się do rozmów — w tym zawiera się dynamika powieści. Trzeba o tym pamiętać, inaczej można się srodze zawieść. „Lenin w Zurychu” to przede wszystkim rozpisana na monologi wewnętrzne i rozmowy z innymi charakterystyka głównego bohatera, na dalszym zaś planie — obraz życia emigracji rosyjskiej i początków rewolucji od kuchni.

*A. Sołżenicyn, „Lenin w Zurychu”, tłum. Paweł Herzog, wyd. Editions Spotkania, Warszawa 1990, s. 71.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz