czwartek, 9 czerwca 2016

❏ Życie w cieniu poezji

Kiedy wpiszemy w wyszukiwarce imię i nazwisko bohatera kalendarium zestawionego przez Jacka Trznadla, Internet poskąpi nam zdjęć, w każdym razie poskąpi tych, na których widać obiekt naszych zainteresowań. Niby znany – i to całkiem dobrze, wtłoczono go bowiem już lata temu w tryby edukacyjnej machiny – a jednak tylko od tej twórczej strony. Znikomek, bywalec niebytu, jedną nogą, a może i dwiema dzisiaj, w bezczasie – Bolesław Leśmian. Autor, którego recepcja – tak krytyczna, jak i czytelnicza – miała już kilka renesansów. Jego poetycki język jest udziwniony i efektowny, ale mimo wszystko przyswajalny dzięki swojej melodyjności i zanurzeniu w bardziej tradycyjnych formach wierszowych. Poezja Leśmiana przyjemnie brzmi i daje się lubić, ale gdzie na jej tle umiejscowić samego autora? I jak to w ogóle zrobić?

Wbrew pozorom odpowiedź na te pytania nie jest łatwa. Jacek Trznadel, wieloletni badacz twórczości poety, udzielił jej przez wybór dość szczególnej i niekoniecznie dzisiaj popularnej, o ile kiedykolwiek taka była, formy biograficznej (a przynajmniej znajdującej się na obrzeżach biografii), mianowicie kalendarium. Z tej decyzji tłumaczy się we wprowadzeniu (odnośny fragment znalazł się także na tylnej stronie okładki) trochę asekuracyjnie i jakby w przeczuciu, że ten sposób przedstawienia życia poety może dziwić czy nawet zniechęcać potencjalnych czytelników. Bo przecież kalendarium – i nie sposób uciec od tej prostej prawdy – jest przede wszystkim zbiorem faktów ułożonych według ścisłej chronologii, datowanych i sprowadzających się najczęściej do krótkiej notki. Rzeczywiście, nie brzmi to zbyt efektownie, w przypadku Leśmiana wybór tej formy wydaje się jednak uzasadniony, by nie powiedzieć dosadniej, chociaż z tym pewnie niektórzy by się nie zgodzili, nieodzowny.

Niewielki wybór fotografii Leśmiana nie jest wszakże podyktowany wyłącznie jego awersją do bycia uwiecznianym na zdjęciach, co z kolei prawdopodobnie było konsekwencją kompleksów na punkcie wyglądu, odpowiada także swoistej ścieżce życiowej – ścieżce z licznymi białymi plamami i rozwijającej się dyskretnie przez dłuższy czas. Jak długi? Najlepiej jest nam to chyba w stanie uzmysłowić fakt, że poeta swój pierwszy zbiór wierszy („Sad rozstajny”) opublikował mając 35 lat, a jak pisze Trznadel, „do czasu wydania »Łąki« (1920) [...] uchodził za pisarza marginesowego”[1]. Ale i z życiem osobistym, naznaczonym co prawda trójkątem miłosnym, nie korespondowała bujna, afirmacyjna i poddająca się uniesieniom (także erotycznym) twórczość, dlatego też badacz jest skłonny „zaryzykować twierdzenie, że właściwą biografią Leśmiana były jego przeżycia wewnętrzne, rzutujące na działalność pisarską”[2]. Leśmian nie prowadził też, wbrew nierzadkiemu przecież dawniej wśród pisarzy zwyczajowi, dziennika. I w końcu okoliczność już od niego niezależna, wojna – szczególnie niszcząca dla spuścizny warszawskich twórców (choć nie tylko ich oczywiście) – zabrała, czy w postaci wspomnień osób, które niestety zginęły, czy bezpowrotnie straconych dokumentów, to, co mogło uzupełnić naszą wiedzę o autorze „Dusiołka”. Koniec końców „w kalendarium zatem będzie więcej odwołań do dzieła twórczego niż do biografii poety”[3].

Czytelnika tego tekstu może z kolei zaniepokoić brak odwołań do właściwej części książki, przez swoją faktograficzną drobiazgowość nie jest ona jednak szczególnie wdzięcznym materiałem do cytowania w krótkim omówieniu. Należy ją raczej traktować jako mapę życia czy też, zgodnie z tym, co napisał Trznadel, mapę twórczości Leśmiana. Kalendarium nie wikła bowiem odbiorcy w egzystencję twórcy, pozwala raczej patrzeć na nią z zewnątrz, z lotu ptaka, to dlatego łatwo wyczuwalne stają się wszelkie cezury i charakterystyczne okresy. W przeciwieństwie do innych życiorysów, znaczące są tutaj drobiazgi, takie jak np. publikacja kolejnych wierszy w czasopismach. Nie spodziewalibyśmy się podobnych informacji w normalnej biografii, w każdym razie ginęłyby one w morzu perypetii osobistych i autorskich odczuć, tutaj jednak tworzą pewien obraz twórczej drogi i pozwalają ulokować go w szerszym kontekście. Łatwiej zrozumiemy trudne początki poety, gdy zobaczymy informacje o kolejnych jego utworach publikowanych w czasopismach (wówczas, tj. na początku XX w., jego jedynym bliższym przyjacielem artystą i zarazem protektorem był Miriam-Przesmycki), narodziny córki zejdą się w czasie z trwającym parę lat urodzajem recenzji i esejów publikowanych dla zarobku w różnych wydawnictwach, większa wstrzemięźliwość w pisaniu w latach 1914-1918 będzie oczywiście echem wielkiej wojny, stabilizacja finansowa już po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, zapewniona przez stanowisko w notariacie, też znajdzie swoje odbicie w pracy twórczej, już nie tak pośpiesznej. Ów faktograficzny łańcuch to linia życia poety, której różnym momentom odpowiada właściwy im puls. W tej formie jest on dobrze wyczuwalny, chociaż oczywiście nie należy spodziewać się po tak napisanej pozycji anegdotycznych fajerwerków, przynajmniej nie w dużej liczbie.

Ostatnie zastrzeżenie jest ważne, bo chociaż w książce Trznadla rzeczywiście, co zrozumiałe, przeważają suche informacje, podporządkowane chronologii i drobiazgowej faktografii życia twórczego, nie zabrakło w niej również fragmentów o strukturze narracyjnej. Są one z reguły wyciągnięte z różnych publikacji i wspomnień, a odnoszą się do przedstawianych w „Kalendarium Leśmianowskim” wydarzeń. Znajdziemy tu komentarze i relacje stałych „bywalców” tej książki, takich jak córka Leśmiana, Maria Ludwika Mazurowa, do której wypowiedzi badacz ma nierzadko pewne zastrzeżenia, czy Jan Brzechwa, a także wielu innych osób, w tym artystów, krytyków, członków rodziny, urzędników. Te cytaty, wcale nierzadkie, uatrakcyjniają książkę, której jednostajność w innym wypadku zwyczajnie mogłaby nas znudzić. Wiele z tych informacji rzuca nowe światło – a może i cień, jak w przypadku afery defraudanckiej w Zamościu – na życie Bolesława Leśmiana.

Naturalnie chęć zabawianie czytelnika nie stoi u źródeł powstawania takich publikacji jak omawiana, dlatego kryterium nudy w żadnym razie nie powinno być priorytetowe przy ocenie książki Trznadla. Jako kompendium wiedzy, uzupełnienie twórczości, sprawdza się ona dobrze – na tyle dobrze, na ile to możliwe w niełatwych warunkach podyktowanych przez stosunkowo skromny zasób źródeł wiedzy o życiu słynnego poety. „Kalendarium Leśmianowskie” można polecić nie tym, którzy szukają sensacji, na dodatek o jakimkolwiek autorze – Leśmian byłby tu nie gorszy i nie lepszy od innych – ale tym, których przynajmniej w jakimś stopniu, choćby za sprawą estymy żywionej do pewnych jego wierszy, interesuje właśnie ten twórca. Dla nich stanie się ono wartościowym uzupełnieniem znajomości poezji Leśmiana.


---
[1] Jacek Trznadel, „Kalendarium Leśmianowskie”, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 2016, s. 5.
[2] Tamże, s. 7.
[3] Tamże.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz