czwartek, 26 stycznia 2017

❖ Kobiety „Ziemiomorza” w ujęciu statystycznym

Jestem w miarę świeżo po przeczytaniu „Ziemiomorza” — cyklu, który z powodzeniem można interpretować na kilku poziomach. Tak przynajmniej słyszałem, sam nie należę bowiem do czytelników, których twórczość Le Guin rzuciła na kolana, rozumiem jednak, że wielu osobom jej utwory mogą się podobać. Najłatwiejszym do wychwycenia poziomem, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę cały cykl, a to z powodu zauważalnej w jego obrębie wolty, jest ten socjologiczny, niektórzy powiedzieliby może – feministyczny. Autorka nigdy nie kryła swojego kontestacyjnego stosunku do zastanej rzeczywistości społecznej, dość wspomnieć jej słowa z krótkiego wystąpienia zamieszczonego w kwartalniku „Science Fiction Studies” z 1975, cytowane również w najnowszym polskim wydaniu „Ziemiomorza”*:

Pytam o Obcego, o istotę różną od Ciebie. Istota ta może się od Ciebie różnić płcią albo rocznym dochodem lub sposobem bycia, mówienia i ubierania się, wreszcie kolorem skóry bądź ilością nóg i głów. Innymi słowy, istnieje Obcy seksualny, Obcy socjalny, kulturowy i na koniec rasowy. A co z socjalnym Obcym w SF? Co tam, w terminach marksizmu, z «proletariatem»? Gdzie on jest w SF? Gdzie są tam nędzarze, którzy pracują ciężko i idą do łóżka głodni? Czy to są kiedykolwiek w SF osoby? Nie. Zjawiają się jako wielkie anonimowe masy, uciekające ze slumsów chicagowskich przed śluzowatymi monstrami albo ginące od radiacji skażenie, albo jako armie bez twarzy, prowadzone w bój przez generałów i mężów stanu. W fantastyce «miecza i magii» zachowują się jak figury na szkolnym przedstawieniu Czekoladowego Księcia. Zdarza się między nimi dziewczę o bujnych kształtach, emablowane przez oficera Głównej Kwatery Ziemskiej, albo w załodze rakiety jest zacny stary kucharz, ze szkockim lub szwedzkim akcentem, reprezentujący Mądrość Prostych Ludzi. Bo ludzie nie są w SF ludźmi. Są masami istniejącymi po to, by wielcy mieli kim rządzić. Ze społecznego punktu widzenia lwia część SF jest płaska i wsteczna nie do wiary. Wszystkie te imperia galaktyczne, idące wprost od Imperium Brytyjskiego z 1880. Wszystkie te planety - rozdzielone 80 trylionami mil! - ukazane jako państwa wojowniczych nacjonalistów lub jako kolonie podlegające eksploatacji albo protektoratowi życzliwego imperium Ziemi, pod którym winny zmierzać w stronę samorozwoju, wszędzie - Trud Białego Człowieka raz jeszcze. (...) Jedyną przemianą społeczną ukazaną w SF jest ruch ku autorytaryzmowi, zdominowanie ciemnych mas przez elitę władzy, ukazywane czasem jako ostrzeżenie, ale częściej z satysfakcją. Socjalizm nigdy nie podlega rozważeniu jako alternatywa, a demokracja ulega zapomnieniu. Bogactwo stanowi cel z założenia słuszny, utożsamiony z osobista zasługą. Amerykańska SF akceptuje trwałą hierarchie wyższych i niższych, z agresywnymi, bogatymi, ambitnymi samcami, na szczycie, potem otwiera się wielka luka, a dalej, na dnie, są biedni, ciemni, anonimowi - wraz z kobietami. Jeśli mogę tak rzec, obraz całościowy jest dziwacznie <-nieamerykański». Jest to doskonały patriarchat pawianów, z samcem Alfa na szczycie, którego obmrukują z respektem samce podwładne. (...) Nadszedł, sądzę, czas, by twórcy SF — oraz ich czytelnicy! — przestali roić o powrocie Wieku Królowej Wiktorii i zaczęli myśleć o przyszłości.
Jeśli weźmie się pod uwagę trzy pierwsze powieści z cyklu, powyższy wywód może spowodować pewien dysonans poznawczy, chociaż trzeba wziąć też poprawkę na to, że powstały one przed 1975 rokiem. Le Guin skupia się w nich na nieco innych wątkach, powiedziałbym, że z zakresu archetypiczno-religijnego, aczkolwiek kategorię Obcego dałoby się uchwycić również tutaj: Obcym będzie czarownica w ludzkiej społeczności, Obcym będzie mag żyjący na uboczu, Obcym będzie Ged dla Tenar w „Grobowcach Atuanu” (nie tylko jako cudzoziemiec, ale i mężczyzna, co zresztą działa również w drugą stronę), Obcymi będą egzotyczne społeczności spotykane przez Arrena i Geda podczas ich podróży w „Najdalszym Brzegu”. No ale taki już urok światów fantastycznych, że Obcych w nich pod dostatkiem. Tym Obcym w Ziemiomorzu, świecie czarnoksiężników, mężczyzn, jest też niewątpliwie kobieta – jej obraz w cyklu ewoluował na przestrzeni lat, a już każdy, kto zapoznał się z „Tehanu”, dostrzeże intuicyjnie zmianę w proporcjach, tj. jak niewiele wątków kobiecych było wcześniej, a jak wiele ich przybyło. Poniżej banalne, statystyczne ujęcie słowa kobieta i jego form zależnych, odmienionych przez przypadki, w kolejnych utworach (w nawiasach liczba stron):

„Czarnoksiężnik z Archipelagu” (108) — 26
„Grobowce Atuanu” (125) — 27
„Najdalszy brzeg” (189) — 41
„Tehanu” (203) — 211
„Inny wiatr” (199) — 112
„Opowieści z Ziemiomorza” (191) — 173

Dodajmy dla porządku statystyki dla słowa mężczyzna i jego form zależnych:

„Czarnoksiężnik z Archipelagu” — 33
„Grobowce z Atuanu” — 53
„Najdalszy brzeg” — 112
„Tehanu” — 200
„Inny wiatr” — 52
„Opowieści z Ziemiomorza” — 0

Różnice między płciami, jak widać, istnieją, ale nie są druzgoczące. W „Innym wietrze” na pierwszy plan wprowadzonych zostało aż kilka postaci kobiecych, podobne proporcje międzypłciowe w „Tehanu” mają najprawdopodobniej proste wytłumaczenie — nie da się podjąć, w każdym razie trudno to zrobić, wątku kobiecego bez odniesienia go do mężczyzn. W ten sposób się pozycjonuje i stąd tak duża reprezentacja obu słów i ich form zależnych w czwartej powieści cyklu. Oczywiście powyższa statystyka ma w sobie więcej z zabawy niż analizy, daje tylko pewne mgliste wyobrażenie o zmianach w serii. Jeśli mężczyźni w swym płciowym wymiarze mogą być łączeni u Le Guin z takimi określeniami, jak mag czy czarnoksiężnik, to kobiety z czarownicą czy kapłanką (w przypadku „Grobowców Atuanu”, chociaż tutaj analogia nie jest tak oczywista) — tym bardziej. Tym bardziej, bo w „Ziemiomorzu” kobiety-czarownice nie tracą kobiecości, mężczyźni-magowie swoją męskość z reguły tak. Tak się dzieje w przypadku czysto biologicznej perspektywy, nie ma to jednak aż takiego znaczenia np. w kontekście relacji do władzy, mocy czy wiedzy, w ich przypadku pojęcia takie jak mag czy czarownica dobrze określają położenie jednej i drugiej płci w tym świecie. Statystyk dla tych słów nie podaję, wzbogaciłby one co prawda liczbowo dane, ale proporcje pozostałyby podobne, wrażenie „przyrostu” kobiecości w kolejnych utworach byłoby wciąż zauważalne, chociaż oczywiście nie tak, że świadczyłoby o marginalizacji mężczyzn w Ziemiomorzu. Nie o to przecież chodzi w stopniowej feminizacji cyklu.

W najbliższym czasie pojawią się kolejne wpisy na ten temat, poświęcone już konkretnym powieściom i z wyborem cytatów.

* Ursula K. Le Guin, „Ziemiomorze”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.

---

Pozostałe wpisy w temacie (w kolejności powstawania):

Kobiety „Ziemiomorza”. „Czarnoksiężnik z Archipelagu” — kobiety mityczne, kobiety słabe
Kobiety „Ziemiomorza”. „Grobowce Atuanu” — kobiecość wyparta
> Kobiety „Ziemiomorza”. „Najdalszy brzeg” — kobiety nieobecne 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz