środa, 1 lutego 2017

❖ Kobiety „Ziemiomorza”. „Grobowce Atuanu” – kobiecość wyparta

Tak jak w „Czarnoksiężniku z Archipelagu” można było odnaleźć pewne elementy powieści inicjacyjnej, przedstawione zostało w niej bowiem dojrzewanie głównego bohatera, przynajmniej w pewnym zakresie, tak i w „Grobowcach Atuanu” podobny profil, wiążący się z przekraczaniem granicy między dziecięcą naiwnością a dorosłością, jest dostrzegalny. Może nawet bardziej niż w pierwszej części cyklu, tyle że tutaj śledzimy losy Arhy, Pożartej, później już znanej nam pod imieniem Tenar. Już sam wybór kobiety na głównego bohatera powieści, chociaż Ged jest oczywiście obecny także i tutaj, stanowiąc przy tym niezwykle ważną postać, pozwala domniemywać, że wątek kobiecy jest w odróżnieniu od „Czarnoksiężnika z Archipelagu” bardziej wyeksponowany. Rzecz nie tylko w tym, że to kobieta jest na pierwszym planie, uwagę zwraca także otoczenie samej Arhy w końcu jest ona Najwyższą Kapłanką w kargardzkiej świątyni, tytułowych Grobowcach Atuanu, i towarzyszą jej inne przedstawicielki płci pięknej, a właściwie tutaj niekoniecznie pięknej, przede wszystkim Thar i Kossil, ale także młode dziewczyny wdrażające się w świat rytuałów.

Po śmierci Jedynej Kapłanki Grobowców Atuanu ceremonie pogrzebu i oczyszczenia kończą się z upływem jednego miesiąca kalendarza księżycowego. Potem wybrane Kapłanki i Strażnicy Miejsca Grobowców ruszają przez pustynię do miasteczek i wiosek Atuanu, by szukać i rozpytywać. Poszukują dziewczynki urodzonej w noc śmierci Kapłanki. Kiedy ją znajdą, czekają i obserwują. Dziecko musi być zdrowe na ciele i umyśle, a rosnąc nie może chorować na krzywicę czy ospę, ani zdradzać żadnych deformacji, ani oślepnąć. Kiedy bez skazy osiągnie wiek pięciu lat, wtedy wiadomo, że istotnie jest ono nowym wcieleniem Kapłanki, która umarła. Wieść o tym zanosi się do Boga-Króla w Awabath, a ją samą przewozi do Świątyni, gdzie przez rok pobiera nauki. A kiedy ten rok dobiegnie końca, prowadzi się ją do Sali Tronu, a jej imię oddane zostaje na powrót tym, którzy są jej Władcami, Bezimiennym, jako że sama jest bezimienną, Kapłanką Wiecznie Odradzaną. Tak mówiła jej Thar, słowo w słowo, a ona nigdy nie ośmieliła się prosić o więcej. Chuda kapłanka nie była okrutna, tylko zimna od życia w żelaznej dyscyplinie. Arha bała się jej. (s. 163-164 — wszystkie cytaty pochodzą z: Ursula Le Guin, „Ziemiomorze”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2013)

Manan opowiada Tenar, jak jej matka próbowała zapobiec zabraniu dziewczynki przez kapłanki:

Wreszcie znaleźliśmy: w wiosce liczącej dziesięć chatek, w dolinie sadów na zachód od Entat. Dziewczynka miała osiem miesięcy. Tak długo trwały nasze poszukiwania. Ale urodziła się tej nocy, gdy zmarła Kapłanka Grobowców, w godzinie jej śmierci. Piękne to było dziecko. Siedziała na kolanach matki i patrzyła na nas błyszczącymi oczkami, kiedy jak nietoperze do jaskini wciskaliśmy się do jedynej izby domu. Jej ojciec był biednym człowiekiem. Doglądał jabłoni w sadzie bogacza i nie miał nic własnego prócz pięciorga dzieci i kozy. Nawet chata nie należała do niego. Tam więc stanęliśmy wszyscy i po tym, jak kapłanki patrzyły na małą i szeptały między sobą, można było poznać, że ich zdaniem znalazły wreszcie Odrodzoną. Matka też to poznała. Tuliła dziecko i nie odzywała się ani słowem. No więc wróciliśmy następnego dnia. I proszę: dziecko leży w wiklinowym łóżeczku, krzyczy i płacze, a na całym ciele ma pręgi i czerwone plamy z gorączki. A matka płacze jeszcze głośniej: „Och! Och! Moją malutką złapały Palce Wiedźmy! „ Tak właśnie mówiła. Miała na myśli ospę. W mojej wsi też mówiliśmy na nią Palce Wiedźmy Ale Kossil, która jest teraz Najwyższą Kapłanką Boga-Króla, podeszła do kołyski i wyjęła dziecko. Wszyscy inni cofnęli się, a ja razem z nimi; nie cenię swego życia zbyt wysoko, ale kto wchodzi do domu, gdzie jest ospa? Lecz Kossil nie bała się ani trochę... Nie, nie ona. Wzięła dziecko i mówi: „Ona nie ma gorączki”. Potem pośliniła palec i potarła czerwone plamy, a one zniknęły. To był tylko sok z jagód. Biedna, głupia matka myślała, że nas oszuka i zatrzyma dziecko! (s. 164-165)

No właśnie, środowisko świątynne jest jednak na tyle specyficzne w powieści, że i kategoria kobiecości niekoniecznie do niego przystaje. W pierwszym wpisie poświęconym „Ziemiomorzu” wspominałem, że i kobieta, i czarownica nie mają w tej części cyklu licznej reprezentacji, ponieważ pierwsze z tych słów zastępuje inne — kapłanka, a drugie ze zrozumiałych względów, tj. niepopularności magii w Atuanie, nie może się pojawić. O ile jednak dwa pierwsze wyrażenia są u Le Guin do pewnego stopnia ekwiwalentne, o tyle kapłanka to taki dziw, który o kobietach w „Ziemiomorzu” niewiele nam powie. Najprościej rzecz ujmując i być może uprzedzając błyskotliwe wnioski, w kapłance kobiecość jest przyblokowana czy też zepchnięta na margines marginesu. I nie bez przyczyny. U Le Guin konotacje tradycyjnie wiązane z kapłaństwem są wyostrzone — to środowisko do cna zrytualizowane, opresyjne wobec seksualności i na swój sposób sztuczne. O tej sztuczności świadczy już sam początek, później kilka razy jeszcze przywoływany we wspomnieniach, w którym pokazane nam zostaje, jak mała dziewczynka, główna bohaterka, zabrana zostaje ze środowiska naturalnego, rodziny, w tym od prawdziwej kobiety, czyli kochającej matki, w miejsce nienaturalne, w którym matka zastąpiona zostaje zimnymi, oschłymi, pozbawionymi kobiecości kapłankami.

Kapłaństwo to świat rytuałów, ale i świat ducha, z różnym powodzeniem oddawany w języku, w „Grobowcach Atuanu” tego drugiego jednak nie ma. Grobowiec, do którego trafiła Tenar, jest istotnie grobowcem, w tym znaczeniu, że wypełniają go martwe formuły, za którymi nie stoi żaden duch, nic autentycznego czy prawdziwie żywego, Ciemne Moce czające się w labiryncie o istnieniu tego ducha bynajmniej nie świadczą, przeciwnie — raczej o pożerającej wszystko pustce, czego odbiciem jest przecież nawet przydomek nadawany Najwyższej Kapłance, odradzającej się po śmierci w nowym ciele – Pożarta. Bycie kapłanką, na wskroś sformalizowane, polega na wypełnianiu kolejnych rytuałów. W „Grobowcach Atuanu” takie kojarzenie słów ze znaczeniem jest na porządku dziennym. Jeśli już używa się określenia kapłanka, czy to w liczbie mnogiej, czy pojedynczej, to najczęściej w odniesieniu do wypełniania jakichś narzuconych powinności, zawsze zresztą nieuzasadnianych, niepopartych refleksją, nieprzefiltrowanych przez pojęcia, co jest przecież czymś naturalnym dla religii. Nie, tutaj jest to odpychający rytualizm, odpychający tym bardziej, że tło dla niego stanowią grobowiec, labirynt, ciemność. Nic dziwnego, że powieść ta podszyta jest niewiarą i tradycyjną już dla współczesności krytyczną interpretacją instytucji religijnych, które idą sobie swoją drogą, a prawdziwy świat ducha swoją. „Grobowce Atuanu” są powieścią o budzeniu się świadomości tego rozdziału i światopoglądowej emancypacji, uwalnianiu się od instytucjonalnej opresji. Arha nieprędko jest w stanie głośno wypowiedzieć te powieściowe prawdy, na swojej drodze spotyka jednak osoby, które wytrącają ją ze stagnacji, jak Penthe, która dość wyraźnie sugeruje, że ona sama w to wszystko nie wierzy. W istocie jest to tylko werbalizacja odczucia, które i tak przenika ten utwór od pierwszej do ostatniej strony. Również samą Arhę/Tenar, w której ziarno wątpliwości dawno wykiełkowało i obrodziło owocami. Ona nie chciała tylko dopuścić tego do świadomości.

Kobiecość w kleszczach rytuałów (garść cytatów):

A one szły czwórkami przez ogromną salę, pomiędzy podwójnymi rzędami kolumn. Głucho rozbrzmiewał bęben. Nie było słychać niczyich głosów, niczyje oczy nie oglądały tej procesji. Płomienie pochodni w dłoniach dziewcząt okrytych czernią zdawały się czerwienieć w snopach słonecznego światła, by zaraz rozbłysnąć jasno w pasmach cienia między nimi. Na zewnątrz, na stopniach Sali Tronu, zostali mężczyźni - strażnicy, trębacze, dobosze. Wielkie wrota przekroczyły tylko kobiety - w ciemnych strojach, w kapturach, idące wolno, czwórkami, w kierunku pustego tronu.
Na przedzie szły dwie: wysokie, spowite w czerń; jedna wyprostowana i sztywna, druga ociężała, kołysząca się lekko. Między nimi maszerowała sześcioletnia dziewczynka w prostej białej tunice. Głowę, ramiona i nogi miała odsłonięte. Była bosa. (s. 159)

---

Czarna kolumna kapłanek czwórkami rozpoczęła marsz w dół Wzgórza Grobowców. Idąc podjęły cichy śpiew. Prosta melodia składała się z trzech tylko tonów, a raz po raz powtarzane słowo było tak starożytne, że utraciło już znaczenie. Było jak kamień milowy tkwiący ciągle w miejscu, gdzie od dawna nie ma już drogi. Kobiety wciąż na nowo powtarzały to puste słowo. Ich cichy śpiew jak nie milknący, monotonny szum wypełniał cały ten dzień, Dzień Odrodzenia Kapłanki.
Dziewczynka przechodziła z sali do sali, ze świątyni do świątyni. W jednym miejscu kładziono jej sól na język; w innym klęczała twarzą ku zachodowi, gdy obcinano jej włosy i namaszczano olejkiem i octem winnym; w jeszcze innym leżała twarzą w dół na płycie z czarnego marmuru, a za ołtarzem przenikliwe głosy wyśpiewywały modlitwę za zmarłych. Przez cały dzień nie jadła nic i nie piła - ani ona, ani żadna z kapłanek. (s. 161)

---

Miała piętnaście lat. Minął ponad rok odkąd stała się kobietą i równocześnie osiągnęła pełnię władzy jako Jedyna Kapłanka Grobowców Atuanu, najwyższa ze wszystkich kapłanek Wysp Kargadu, której nawet sam Bóg-Król nie ma prawa rozkazywać. Wszyscy teraz zginali przed nią kolano, nawet posępne Kossil i Thar. Wszyscy odzywali się z wyuczonym szacunkiem. Ale poza tym nic się nie zmieniło. Nic się nie stało. Kiedy dobiegły końca ceremonie konsekracji, dni mijały tak jak dotąd. Trzeba było zwijać wełnę, tkać czarny materiał, mielić mąkę dopełniać rytuałów; co wieczór musiała odśpiewać Dziewięć Psalmów, pobłogosławić drzwi, dwa razy w roku nakarmić Kamienie krwią koźlęcia, wykonać przed Pustym Tronem taniec nowiu księżyca. Tak przeminął rok, taki sam jak wszystkie poprzednie. Czy tak ma minąć całe jej życie? (s. 173-174)

---

- Nie uchodzi, by widziano cię wspinającą się i biegającą z innymi dziewczętami. Jesteś Arha.
Arha spuściła ponuro głowę i milczała.
- Lepiej, żebyś robiła tylko to, co robić powinnaś. Jesteś Arha. Dziewczynka na chwilę podniosła wzrok, spoglądając w twarz Thar, potem Kossil. W jej spojrzeniu była nienawiść albo wściekłość tak głęboka, że aż straszna. Lecz chuda kapłanka nie przejęła się tym; raczej podrażniła ją jeszcze bardziej, pochylając się, by rzucić szeptem:
- Jesteś Arha! Nic już nie pozostało. Wszystko jest pożarte.
- Wszystko jest pożarte - powtórzyła dziewczynka tak, jak powtarzała codziennie, przez wszystkie dni życia, odkąd ukończyła sześć lat. (s. 171)

---

Arha wdychała oszałamiające opary ziół płonących w płaskich misach z brązu i tańczyła samotnie u stóp Tronu. Tańczyła dla niewidzialnych duchów umarłych i nie narodzonych, i w miarę tańca te duchy zbierały się w powietrzu wokół niej, powtarzając skręty i przesunięcia stóp, wolne i pewne ruchy ramion. Śpiewała pieśń, której słów żaden człowiek nie rozumiał, a której sylaba po sylabie nauczyła się od Thar. Chór kapłanek ukrytych w mroku za podwójnym szeregiem kolumn recytował za nią obce słowa, a powietrze w ogromnej, zrujnowanej sali rozbrzmiewało głosami, jak gdyby stłoczone wokół duchy także powtarzały pieśń, znowu i znowu. (s. 185)

Katalizatorem przemiany będzie przede wszystkim przybyły z zachodu Ged. Płeć ma tu niebagatelne znaczenie. Do świata martwych zwyczajów należał również ten, który nie dopuszczał mężczyzn na teren świątynny — mogły się tam znajdować tylko kobiety-kapłanki i towarzyszący im eunuchowie. Jeśli mowa jest w powieści o kapłankach, to w odniesieniu do rytuałów, jeśli mowa o mężczyznach, to właśnie w kontekście wspomnianego wykluczającego prawa. Przywoływane jest ono przynajmniej kilkukrotnie. I celibat, i płciowy ekskluzywizm, czy to męski na wyspie Roke, czy kobiecy — w Grobowcach Atuanu, autorka poddała krytyce, adekwatnej do jej talentu, czyli unikającej taniej publicystyki, trudno jednak nie dostrzec, że podobne postawy nie znajdują zrozumienia w jej oczach, świadczą bowiem jej zdaniem o wykluczeniu i tłamszeniu własnej seksualności. To dotyczy zarówno magów na Roke, chociaż tam powody są nieco inne, a wątki te zostaną rozwinięte później, i kobiet w świątyni. Druga część cyklu staje się ostatecznie nie tylko powieścią o emancypacji tożsamościowej i światopoglądowej, ale także tej płciowej. Główna bohaterka na koniec zostaje postawiona przed dylematem, wyłożonym jej bezpośrednio przez Geda: może pozostać Arhą – tutaj, w ciemnym grobowcu, labiryncie, w gronie kapłanek, by czcić dalej zapomnianych bogów, albo wyjść na zewnątrz jako Tenar, zrzucić to, co ją ograniczało, jako człowieka i jako kobietę, zacząć prawdziwe życie. Wybór wydaje się oczywisty.

Penthe porusza w Tenar czułe struny, budzi coś, co dotąd pozostawało niewyrażone:

- Wolałabyś nie być kapłanką?
- Czy bym wolała? Oczywiście. Wolałabym raczej wyjść za świniopasa i mieszkać w chlewie, niż do końca swoich dni tkwić pogrzebana za życia z tą kupą kobiet na pustyni, gdzie nikt nigdy nie przyjeżdża. Ale co mi z tego, że bym wolała, kiedy zostałam konsekrowana i wpadłam na dobre. Mam tylko nadzieję, że w następnym życiu będę tancerką w Awabath. Zasłużyłam na to.
Arha patrzyła na nią posępnie. Nie rozumiała. Miała wrażenie, że nigdy dotąd nie widziała Penthe, nigdy się jej nie przyglądała, nie dostrzegała jej, tak soczystej i pełnej życia jak jedno z tych złotych jabłek, na które przyjemnie było spojrzeć.
- Czy Świątynia nic dla ciebie nie znaczy? - zapytała dość szorstkim tonem.
Zawsze pokorna i łatwa do zastraszenia Penthe tym razem nie straciła rezonu.
- Och, wiem, że twoi Władcy są dla ciebie ważni - odparła z obojętnością, która Arhę zaszokowała. - To oczywiste, skoro jesteś ich jedyną, wyjątkową służką. Nie byłaś zwyczajnie konsekrowana, ale specjalnie po to się urodziłaś. Ale spójrz na mnie. Czy mam odczuwać lęk, szacunek i tak dalej dla Boga-Króla? W końcu to tylko człowiek, nawet jeśli mieszka w Awabath, w pałacu na dziesięć mil dookoła i ze złotymi dachami. Ma jakieś pięćdziesiąt lat i jest łysy. Widać to na wszystkich jego posągach. Założę się, że tak jak wszyscy musi sobie obcinać paznokcie. Wiem dobrze, że jest też bogiem. Ale moim zdaniem po śmierci nabierze dużo więcej boskości.
Arha przyznawała Penthe rację, gdyż w głębi duszy sama uważała samozwańczych Świątobliwych Imperatorów Kargadu za oszustów, fałszywych bogów próbujących odebrać cześć należną prawdziwym i wiecznym Potęgom. W słowach dziewczyny pobrzmiewało jednak coś takiego, z czym nie mogła się pogodzić, coś całkowicie obcego, budzącego lęk. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ludzie różnią się od siebie, w jak różny sposób patrzą na życie. Miała uczucie, że spostrzegła całkiem nową planetę, wielką i zaludnioną, która nagle zawisła tuż za oknem: zupełnie obcy świat, w którym bogowie nie mają znaczenia. Siła niewiary Penthe przeraziła ją. (s. 184)

Po spotkaniu Geda:

Jeszcze nigdy codzienne obowiązki i ceremonie nie wydawały się tak liczne, tak nieważne i tak długie. Małe zalęknione dziewczynki o bladych twarzach, niespokojne nowicjuszki, spoglądające zimno i surowo kapłanki, których życie było gąszczem starannie ukrywanych zawiści, żalów, małych ambicji i zapomnianych namiętności - wszystkie te kobiety, wśród których żyła i które były dla niej całym ludzkim światem, teraz wydawały się godne litości i nudne. Lecz ona, która służyła Wielkim Potęgom, ona - kapłanka posępnej Nocy, wolna była od ich małostkowości. Nie musiała się przejmować ponurą jednostajnością codziennego życia, dni, których jedyną radością było dostać do soczewicy większy kawałek baraniny... Była wolna od dni jako takich. Pod ziemią dni nie istniały. Trwała tylko i zawsze noc. (s. 214)

Arha opowiada Gedowi o świętokradczym zachowaniu Kossil, jednocześnie demaskującym świat iluzji, w którym sama była trzymana:

Ona lekceważyła Bezimiennych i drwiła z nich, a ja rzuciłam na nią klątwę. I od tego czasu bałam się jej, bo prawdą jest, co mówił Manan, że ona nie wierzy w bogów. Chciałaby, żeby o nich zapomniano... I na pewno zabiłaby mnie we śnie. Więc nie spałam. Nie wróciłam do Małego Domu, ale zostałam w Sali przez całą noc: w schowku, gdzie są stroje do tańca. Zanim zrobiło się widno, poszłam do Wielkiego Domu i ukradłam trochę jedzenia. Potem wróciłam do Sali i zostałam tam cały dzień. Starałam się coś wymyślić. A wieczorem... Wieczorem byłam taka zmęczona... I pomyślałam, że mogę pójść do świętego miejsca i tam się przespać, bo ona będzie się bała tam przyjść. Więc zeszłam do Podgrobia. To ta wielka grota, w której pierwszy raz cię zobaczyłam. I... I ona tam była. Musiała wejść przez bramę w czerwonej skale. Była tam z latarnią. Rozgrzebywała grób, który wykopał Manan. Chciała sprawdzić, czy jest w nim ciało. Jak szczur cmentarny, wielki, tłusty, czarny szczur grzebiący w ziemi. Światło paliło się w Świętym Miejscu, w dziedzinie ciemności. A Bezimienni nie zrobili nic. Nie zabili jej ani nie sprawili, by oszalała. Są starzy, tak jak mówiła. Umarli. Nie ma ich. Nie jestem już kapłanką. (s. 229)

Arha staje przed wyborem:

- Tenar, co zamierzasz uczynić? Nie możemy tu siedzieć i opowiadać sobie historii, aż wypali się świeca i znowu zapadną ciemności.
- Nie wiem, co robić. Boję się. - Siedziała wyprostowana na kamiennej skrzyni, mocno splatała palce i mówiła głośno jak ktoś, kto cierpi. - Boję się ciemności.
- Musisz dokonać wyboru - powiedział miękko. - Albo mnie zostawisz, zamkniesz drzwi, wrócisz do swoich ołtarzy i oddasz mnie swoim władcom... Wtedy powinnaś pójść do kapłanki Kossil i zawrzeć z nią pokój. To będzie koniec tej historii. Albo musisz otworzyć drzwi i wyjść razem ze mną. Opuścić Grobowce, opuścić Atuan i ruszyć ze mną przez morze. I to będzie dopiero początek. Będziesz Arhą albo będziesz Tenar. Nie możesz być obiema. (s. 235-236)

„Grobowce Atuanu” nie uchodzą jeszcze za powieść o jawnie feministycznym profilu, również jej emancypacyjny wymiar nie uderza po oczach, wynika to jednak nie z unikania podobnych wątków, tylko z wpisania ich w powieść gatunkową, powieść o dojrzewaniu oraz dzięki umieszczeniu akcji w środowisku, którego opis w sposób naturalny umożliwia podjęcie tych tematów. Nie wygląda to wówczas sztucznie, jest wpisane w powieściowy tok, czego nie można powiedzieć o „Tehanu”, utworze o jawnie dyskursywnym — a złośliwi powiedzieliby, że wręcz publicystycznym — stylu. Tam dyskusja o pozycji kobiet i mężczyzn oraz ich rolach staje się tematem przewodnim, fabuła zaś — zaledwie pretekstowa.

---

Pozostałe wpisy w temacie (w kolejności powstawania):

> Kobiety „Ziemiomorza” w ujęciu statystycznym
Kobiety „Ziemiomorza”. „Czarnoksiężnik z Archipelagu” — kobiety mityczne, kobiety słabe
> Kobiety „Ziemiomorza”. „Najdalszy brzeg” — kobiety nieobecne 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz