środa, 18 kwietnia 2018

❖Rewolucja wodotrysków

Dzisiaj krótkie westchnienie nad znanym i lubianym portalem filmowym, w którym mam konto chyba już od 11 lat. Jak ten czas leci! Normalnie bym sobie nad nim nie wzdychał, ale kierujący nim ludzie uznali, że czas na rewolucję. A rewolucje, o czym nie wszyscy chcą pamiętać, są złe i zawsze prowadzą na manowce. Jeśli wprowadzać zmiany, to powoli, nieinwazyjnie, tam, gdzie są potrzebne. No ale niestety nie wszyscy tak uważają i w konsekwencji parę dni temu moim oczom zamiast przejrzystego, zwartego profilu ukazały się wielkie zdjęcia z dwóch filmów, o których ostatnio tam pisałem, i szare tło, w którym można wstawić jakąś wybraną fotkę, jak na Facebooku. Nie powiem, jakkolwiek od razu mnie to wszystko zirytowało, to był moment, kiedy zapragnąłem umieścić tam takie słynne ujęcie z „Siódmej pieczęci” z ludźmi tańczącymi ze śmiercią (właściwie to ujęcie nie tyle z filmu, ile z planu filmowego), no zaraz się opamiętałem. To by oznaczało akceptację tych jakże widowiskowych i absurdalnych zmian.

Skąd się wzięła ta chęć sfejsbukowania Filmwebu, nie wiem. Te zmiany są całkowicie niefunkcjonalne, sprawiają, że trzeba przewijać stronę, aby o użytkowniku uzyskać przynajmniej garść wiadomości. Czy to obawa, że od prostoty o rzut beretem do prostactwa czy jak? Tym chyba można tylko tłumaczyć ekspansję wielkich zdjęć i wodotrysków. Widziałem, że na forum portalu rozpętało się wiele dyskusji na ten temat i naturalnie większość głosów jest krytyczna. Redakcja ustosunkowała się do tego i wyraziła chęć „współpracy”. Obawiam się, że powrotu do starego wyglądu profili jednak nie będzie. Byłoby to przyznanie się do całkowitej porażki, a do tego nikt nie lubi się przyznawać. Szkoda, bo zniechęca to — przynajmniej mnie — nawet do logowania się na portalu, a i tak ostatnimi czasy nie robiłem tego za często. Oczyma wyobraźni widzę jakieś ponure, dramatyczne wręcz scenariusze, tworzące analogie z losami takiego MTV. 

Oczywiście żartuję sobie trochę — ani ten, ani inny portal nie są mi tak bliskie, żebym miał się po tym załamywać, niemniej bez krytycznego i może lekko nostalgicznego komentarza trudno się obejść. Ale co tam, portal filmowy swoją drogą, a filmy swoją. One są tu najważniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz