wtorek, 8 maja 2018

❖ Acedia

Wygląda na to, że pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da. Niby to wiem, ale momentami zapominam i wydaje mi się, że jednak będzie inaczej. No nie będzie. Nigdy. Trzeba będzie przejść obok życia. Niby nic w tym strasznego, ale czasami żal. Tak zupełnie na marginesie tego, ale jako zjawisko symptomatyczne, sytuuje się mój brak motywacji do pisania na tym śmiesznym blogasku. Miniony tydzień był „radosnym” czasem marnotrawstwa, czczych rozrywek, w tym zostałem postawiony przed perspektywą poprawiania ton tekstów i już nie chce mi się gimnastykować nad tym jeszcze tutaj. Zastanawia mnie, jak prędko czas płynie, gdy już wpadnie się w acedię, gdy na moment się coś zaniedba, czy to pisanie, czy to czytanie, czy zdobywanie wiedzy. Miesiąc mija wówczas błyskawicznie. Później przychodzi naiwny zryw, jakże krótkotrwały. I tak bez końca.
Bez końca, chociaż czuję, że z każdym kolejnym zrywem i każdą kolejną zapaścią oddalam się coraz bardziej od tej drugiej osoby we mnie. Tej lepszej osoby.
 
Zawsze doskonałą ilustracją tego stanu wydawał mi się utwór Sieniawskiego „Śmiech” w aranżacji muzycznej Gintrowskiego. Wystarcza tylko złożenie kontrastów i bezradność wpisana w słowa i jeszcze bardziej w wykonanie — i już wydaje mi się tak bliski, tak doskonale oddający przepaść między nadziejami i wyobrażeniami a tym, co faktycznie jest i czym się jest.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz